Bill Callahan i Fleet Foxes. Wygraj zaproszenia!
02.11.2011
Już 7. listopada rozpocznie się Festiwal Ars Cameralis. Z tej okazji E-SPLOT ma dla swoich czytelników miłą niespodziankę. Do wzięcia – dwa podwójne zaproszenia na koncerty Billa Callahana i Fleet Foxes!
Żeby znaleźć się na koncercie Billa Callahana – kapitalnego amerykańskiego barda, operującego zjawiskowym barytonem (pierwszy koncert w Polsce!) lub też usłyszeć na żywo znajdujących się na wielkiej fali wznoszącej Fleet Foxes wystarczy:
do 8 listopada 2011 przesłać na adres redakcja@e-splot.pl przekonującą argumentację – dlaczego to właśnie w Wasze ręce powinno trafić podwójne zaproszenie na wybrany koncert.
Prosimy oczywiście o podanie imienia i nazwiska. Temat e-maila – w zależności od koncertu – BILL CALLAHAN lub FLEET FOXES.
WYNIKI KONKURSU:
podwójne zaproszenie na koncert Billa Callahana trafia do Piotra Brzezińskiego a na koncert Fleet Foxes zapraszamy Zofię Sobalę.
Dziękujemy i gratulujemy!
Bill Callahan
12 listopada 2011, godzina 19.30
Teatr Rozrywki, Chorzów
Callahan bywa tajemniczy i przygnębiony; nawet wtedy brzmi tak, jakby mówił bezpośrednio do ciebie. Opowiada pełne goryczy historie, dotyczące ludzkich trosk i tradycji, najświetniej, jak tylko można sobie to wyobrazić. Jego utwory są smutne, ale muzyk opowiada je w sposób, który można byłoby uznać za podnoszący na duchu.

Bill Callahan od początku swojej muzycznej kariery realizował etos amerykańskiego barda. Autorskie utwory, składające się z refleksyjnych, osobistych tekstów i surowej, ubogiej w instrumenty muzyki o brzmieniu Lo-Fi, gwarantowały wokaliście wiernych fanów, tłumnie zbierających się na jego koncertach. Jak przystało na wycofanego pieśniarza, Callahan pozostawał na uboczu dynamicznie zmieniającego się rynku muzycznego, występując i nagrywając anonimowo, pod pseudonimem Smog. Jego pierwsze albumy, pełne goryczy i przygnębiających wyznań, ukonstytuowały wizerunek introwertycznego, cynicznego artysty, z którym nie rozstał się do dziś. Z biegiem lat doskonale wyszlifował umiejętność korelacji tekstu z muzyką, co pozwala mu już po kilku taktach wciągnąć widzów w opowiadane przez siebie historie. Przeprowadzka z Chicago do Teksasu zbliżyła go do stylistyki country, przynajmniej w warstwie tekstowej; sama muzyka stała się odważniejsza i bardziej eklektyczna. Callahan wprowadził rozbudowane instrumentarium, okraszając swoje utwory partiami skrzypiec, wiolonczeli, rogów, piszczałek i harmonijek. Zwrócił się w stronę mitologii Dzikiego Zachodu, pisząc muzyczne opowiadania – dość nostalgiczne, choć niepozbawione ironii – zakorzenione w historii Stanów Zjednoczonych. Eskapistyczne teksty Callahana portretują szorstkich, uczciwych kowbojów, odklejonych od ponowoczesnego świata, sfrustrowanych nieudaczników, będących uosobieniem amerykańskiego antysnu. Muzyk przedstawia świat, którego granice wyznaczają baseball, jabłkowe ciastka i niebieskookie blondynki, czyli to, czym przywitało go Austin, w którym mieszka do dziś. Jego utwory oscylują dziś między refleksyjnością a czarnym humorem, są pełne powtórzeń, ale i zaskakujących zwrotów. W repertuarze Callahana znajdują się zarówno ponure kołysanki i ballady, jak i bezkompromisowe, ironiczne protest songi, połączone wspólną specyfiką, wypracowaną przez dojrzałego już artystę. Krytycy, wierni ścisłości genologicznej, określają jego muzykę jako folk-krautrock. Muzyczne katharsis, które chciałby wywołać wokalista, jest możliwe dzięki jego barytonowi, który na zmianę recytuje, nuci i śpiewa teksty, podkreślając ich wybrane partie. Jeden z recenzentów nazwał Callahana przyjacielem, który opowiada wciąż tę samą historię, żonglując jedynie pewnymi szczegółami, koloryzując i każdorazowo zdobywając uwagę swojego słuchacza.
Źródła: www.adequacy.net, www.pitchfork.com
Fleet Foxes
13 listopada, godzina 19.30
Teatr Rozrywki, Chorzów
Utwory Fleet Foxes zakotwiczone są w specyficznej, rustykalnej przestrzeni, która jest efektem misternej kompozycji oraz nietypowego brzmienia. Praktyka podobna jest pisarzom, zawile formułującym zdania; dźwięczne melodie zdają się podstępnie obierać inną od oczekiwanej drogi, a brzmią, jakby nie były w żaden sposób reżyserowane.

Wiadomość o zespole Fleet Foxes rozeszła się pocztą pantoflową. Ich utwory, początkowo znane jedynie bywalcom klubów muzycznych w Seattle, osiągnęły liczbę 250 tysięcy przesłuchań po trzech miesiącach od publikacji na portalu Myspace. Internetowa kariera pozwoliła Fleet Foxes zadebiutować pod skrzydłami należącej do Warner Music wytwórni Sub Pop. Występy podczas znamiennych dla amerykańskiej sceny rockowej festiwali Sasquatch oraz SXSW zwróciły uwagę krytyków z całego świata, a dwa pierwsze minialbumy zespołu zebrały najwyższe noty w rankingach Pitchfork i The Guardian. Utwory Fleet Foxes wpadają w ucho, ale w najlepszym tego sformułowania znaczeniu: zgrabnym, przewrotnym, nieco impresjonistycznym tekstom Robina Pecknolda towarzyszą dźwięki splecione z najprzeróżniejszych gatunków muzycznych. Rozpoczęli karierę w stolicy grunge’u, lecz sami zainteresowali się raczej południowym brzmieniem. Punktem wyjścia dla ich stylu jest country rock w klasycznym wydaniu, łączącym dokonania melancholijnego Neila Younga (który zresztą pozostaje wiernym fanem i promotorem zespołu) oraz zamaszystej Americany w wydaniu The Band czy Boba Dylana. Największym atutem zespołu jest oszałamiające instrumentarium. W swoich utworach wykorzystują m.in. dwunastostrunowe gitary, cymbały, cytrę, kontrabas, drewniane flety, kotły, syntezatory Mooga, tampurę, skrzypce, klarnet, pozytywki, akustyczną oraz elektryczną gitarę hawajską, misy tybetańskie, banjo, akordeon, czy wibrafon. Muzycy czerpią z folkloru całego świata oraz historii muzyki, wykorzystując nie tylko niezliczone instrumenty, ale również zróżnicowane techniki głosowe. Charakterystyczne, wielogłosowe partie a capella, techniczne efekty naśladujące akustykę katedr sprawiły, że Fleet Foxes wymieniani są jednym tchem z The Kinks i The Zombies, królami gatunku baroque pop. Dodajmy wpływy gospel oraz muzyki komponowanej na potrzeby wczesnych filmów fantasty – ów osobliwy amalgamat estetyczny konstruowany przez muzyków sprawia, że koncerty Fleet Floxes stają się nielinearną podróżą w czasie. Rustykalne, ludowe brzmienie, eksperymenty harmoniczne i brzmieniowe są wynikiem technicznej doskonałości oraz muzycznej ciekawości artystów. Ich dojrzała i niebanalna muzyka zdobyła sobie wyjątkowo szeroką rzeszę odbiorców. Muzyczna synteza, jakiej dokonują, sprawia, że na ich koncerty – jak nieustannie podkreślają krytycy – przychodzą całe rodziny i odbiorcy o przeróżnych gustach muzycznych.
Źródła: www.pastemagazine.com, www.pitchfork.com
Więcej o Festiwalu Ars Cameralis >>
